25 stycznia 2017

good morning od kuchni



W mojej głowie siedzi wiele inspirujących mnie kadrów z amerykańskich filmów, kiedy to o poranku do zalanej słońcem kuchni wchodzi przeciętny zaspany Amerykanin. Na kuchennym blacie królują powywracane papierowe kubeczki z wysypującą się resztką popcornu. Puste puszki po fasoli i piwie. Wszystko się lepi i klei. I wszystko wygląda niechlujnie. Ale parzenie na wpół nieprzytomnie kawy w takim chaosie wydaje się być rozkosznym rytuałem. Gdzieś tam gada zapomniany nocą telewizor. A za oknem już warczy kosiarka lub miasto. Pod stołem leży pies i przygląda się człowiekowi - kiedy sobie przypomni o śniadaniu i porannym bieganiu. Kawa. Prysznic. Prasa rzucona na schody pod drzwi. No i można zacząć zbierać się do pracy....
Lubię oglądać scenki zwyczajowe w filmach.

Podobno to w jaki sposób co dzień budzimy się do życia - ma fundamentalne znaczenie dla naszego organizmu. Jaki budzik stawia nas na nogi. Co robimy najpierw i z jakim rytmem. Pierwsza myśl po spojrzeniu w lustro. Nastawienie do pogody za oknem. Generowanie dobrych myśli.

Był czas, że co rano budziłam się z wielkim stresem. Niestety. Tak wspominam szkołę i studia. Gdyby ktoś zaproponował mi powrót do czasów szkoły czy studiów - podziękowałabym bez odrobiny żalu. Moje życie zdecydowanie najlepsze jest po 30-tce.
Nadal tkwi we mnie taki odruch "wymiotny" na samą myśl chodzenia do szkoły, uczenia się miliona bzdur, tolerowania co niektórych nauczycieli. I muszę się srogo pilnować, by nie dać odczuć mego współczucia dzieciom szarpiącym ciężkie plecaki do szkoły. Jestem wrogiem bycia orłem na siłę. Wrogiem podkreślania uczniów pod linijkę. I cieszę się, że historia pokazuje iż wielu znakomitych ludzi miało podejście do edukacji - identyczne. Ufff. Jak dobrze, że budzę się rano i nie muszę myśleć, że dziś do szkoły. Lepiej je mi się śniadanie...

Ale...wielu ludziom nie robi dobrze myśl, że po śniadaniu muszą jechać do znienawidzonej pracy...
O ten etap też mam za sobą. Ten stres ujrzenia ludzi o energii złej czarownicy. Bo o pracy decydują najczęściej ludzie, a nie to co robimy - niestety.  Taką pracę wytrzymałam ile musiałam, a potem...zrobiłam wielkie fruuuuu. Bo szkoda marnować życie na przebywanie z ludźmi co karmią się narzekaniem, trudnościami i zazdrością.

Moja kuchnia rano zwykle przypomina wersję amerykańską. Z reguły nie chce mi się wieczorem robić porządków. Bo i tak w porannej bieganinie nastaje chaos i bałagan.
Ale często zostaję rano sama, gdy mam drugą zmianę w pracy. I wtedy lubię sobie odrobinę "pocelebrować" porządek. Oddelegowuję rodzinę do swoich miejsc, a sama ogarniam teren i dopiero jem śniadanie. To właśnie wtedy tworzą się spontanicznie zdjęcia takie jak w dzisiejszym wpisie.
I wiele, wiele innych, których nie mieliście okazji widzieć, bo nie mam czasu by Wam je pokazać.

Lubię fotografować detale i drobiazgi mojego życia codziennego. Raczej nie mam się czym chwalić, bo ani mój dom, ani to czego używam  nie jest wyjątkowe. Ale jest takie moje. I każda taka szybka sesja przynosi mi na myśl konkretny dzień. Zwykły dzień.

Poranek z truskawkową maślanką wykonany w Thx z mrożonych owoców. Tak na Dzień Dobry.

Poszukuję obecnie nowego oświetlenia do kuchni. Metalową lampe pragnę zastąpić nie rzucającym się w oczy plafonem, aby pierwsze skrzypce grała lampa nad stołem.
I nadal poszukuję drzwi do łazienki. Mają być drewniane, przecierane, może w kolorze...
Doceniam obecnie mój spokój w poszukiwaniach tego co odpowiada mi w 100 %.
Wszystko się zrobi w swoim czasie.

Toast wznoszę maślankowy.
iszart








M.I.Ł.E.G.O  D.N.I.A



16 komentarzy:

  1. ech, piękna kuchnia, kochana, sądzę, że z tzw artystycznym bałaganem wygląda jeszcze lepiej, bo wtedy widać, że żyje:)a to co napisałaś to i moja bajka, nie lubiłam tzw "januszów i grażyn -toksycznych ludzików" psujących do obrzydzenia innym życie, w sumie nie wiadomo po co i dlaczego,czy to w szkole czy w pracy, pracę znienawidzoną, też porzuciłam, dużo za późno bo po 16 latach... traciłam czas na robienie byle czego dla byle kogo, nic mi nie wróci lat straconych ale może mam szansę coś jeszcze nadrobić, póki chodzę o własnych siłach ;)
    serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 16 lat...czasem tak trzeba...ale ważne że masz za sobą...teraz żyjesz pięknie, artystycznie i twórczo :)

      Usuń
  2. Jestem na etapie urządzania kuchni. Nie w lokalu od dewelopera, tylko w mieszkaniu po kimś, w którym zamieszkaliśmy ,,za szybko", więc mamy je niewyremontowane po naszemu. i dokładnie wczoraj odkryłam, że choć chcę białą kuchnię, to oprócz tego, że ma wyglądać jak z żurnala, to ma być też moja. to druga kuchnia jaką urządzam i będzie w niej bałagan. oprócz bieli. ;) wtedy będzie prawdziwie moja.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam moją białą kuchnię....choć jest tez tak, że zazdroszczę paru osobom innych kuchni....takich bez wiszących szafek górnych, w kolorze drewna, szare lub granatowe....ale ja mam za mały i ciemny metraz - musi być biała :) Powodzenia :)

      Usuń
  3. Piękna kuchnia:) bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  4. Choc teraz uwielbiam się uczyć (tego czego chcę ;-) to kiedyś małam ...jak Ty.
    U mnie w kuchni też zawsze wieczorem bałagan, bo na noc nie sprzątam, dopiero rano-tak lubię. Patrzę na Twoje tależyki z brazowym rantem i pamiętam, że kiedyś były takie w moim rodzinnym domu...odjazd!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Twoje zdjęcia. One zawsze mają to coś,,, hmmmm duszę? Ja lubię swoją pracę, ale pracuję u kogoś. Marzę o tym by być niezależna. Robić co kocham i spełniać się. Wiem, że marzenia się spełniają i tak kiedyś będzie. Niestety mam manię sprzątania w kuchni. I dostaję białej gorączki jak jest uwalona. Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi miło mieć taką czytelniczkę :* Wierzę, że uda Ci się stworzyć swoja markę :)

      Usuń
  6. Pięknie napisane!
    Faktycznie coś jest w tych leniwych, spokojnych porankach Amerykanów... Ja je widzę jeszcze z pankejkami polanymi golden syroupem, domownicy w szlafrokach... Aromat świeżo zaparzonej kawy...

    Ja mam taki swój rytuał... Kiedy już wstanę, nakarmię córeczkę i przewinę, powoli i niespiesznie ścielę łóżko, potem parzę sobie herbatę, robię owsiankę... Zajadam przed komputerem, odwiedzając blogowe koleżanki (odwiedziny kończę wieczorami, jak w tej chwili ;))... Zwykle w międzyczasie muszę wyciągnąć z łóżeczka tego mojego szkraba niesfornego, co to krzyczy do mnie, sadzam obok siebie, stópki łaskoczę i obie uśmiechnięte czekamy dopicia przeze mnie ostatniego łyka ;) A potem komputer zamknięty i zabawa-hasanie...

    Piękne te kadry. I ja lubię takie zdjęcia. Ot, uchwycić moment, nastrój chwili, tu gdzieś słońce połaskotało fotografię, tu rzuciło jakiś fajny kształt... W innym miejscu kilka przypadkowych przedmiotów stworzyło pewien spójny obraz, tak miły oku... <3

    Doskonale Cię rozumiem... <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak moja Z była mała to miałam identyczny rytuał :)

      Usuń
  7. Fajna kuchnia. Ja wolę rano wchodzić do uporządkowanej przestrzeni i powoli się tam rozkręcać :) A moje koszmary to właśnie powrót do szkoły:( Choć wybrałam taki zawód że ciągle muszę się doszkalać, ale to co innego zdobywać wiedzę na ten temat który Cie interesuje. A w dzieciństwie w szkole wiadomo nikt nie pyta o zainteresowania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam to samo - uczyc się muszę i co 5 lat zdawać punkty ze szkoleń pod rygorem zabrania uprawnien. Ale to inna nauka. Taka prawdziwa :) Choć wymaga wysiłku :)

      Usuń
  8. Ładna kuchnia. Do szkoły też bym już nie chciała wracać, ani na studia. Mam dosyc pisania prac , wkuwania niepotrzebnych bzdur, których nigdy nie wykorzystam.Program nauczania ciągle jeszcze odbiega od ideału. W domu sprzątam jak mam natchnienie. Fajny wpis. Miłego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakbym czytała o sobie tylko czasem bała się o tych szkolnych sprawach sama mówić. I choć mam już wiosen kilkadziesiąt szkoły nie wspominam dobrze.I nie chodzę na zjazdy po kolejnych dziesięcioleciach w podstawówce i liceum.Nie chcę ,nie mam ochoty ,nie mam dobrych wspomnień i nie mam z tego czasu jakichś prawadziwych przyjażni. I nie będę się zmuszać do takich spotkań !!! Bo po co ? Za bardzo siebie lubię i chronię przed niepotrzebnym stresem !

    Lusi ze Sląska

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ, że pozostawiasz ślad w postaci komentarza...iszart

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...