14 maja 2016

System półek i historia z bzem





Pięć lat temu spacerowaliśmy z mężem w okolicy
uprzątniętego już wysypiska śmieci.
Pośród chwastów i pokrzyw dostrzegłam
maleńkie drzewko bzu.
Delikatnie wyciągnęliśmy je z korzeniami
i przewieźliśmy do naszego ogrodu.
Zdawało się, że nigdy nie zakwitnie.
Tego roku stał się cud :)



Tymczasem odpowiadam na pytania
jakie wysyłacie do mnie prywatnie
i pośród komentarzy...
"jaki system półek mam w salonie" ?

Wiem, że systemy półek są bardzo popularne w IKEA.
I wiele osób sądzi, że moje półki
pochodzą właśnie z tej sieci.
Ale dziś wyjaśniam szerzej ten temat.
Moje półki zrobiliśmy z mężem sami.
Wszystkie potrzebne elementy zakupiliśmy w OBI.






1. metalowa szyna biała 180cm
2. deska sosnowa szerokość 20 cm
3. wspornik z metalu pod półkę 200mm z ogranicznikiem
    (to ten ząbek zakrzywiony, który wbija się w deskę, by sztywno była osadzona na wsporniku)
4. śruby, śrubki i wkrętarka
Wszelkie potrzebne materiały można kupić w marketach budowlanych (OBI, Castorama, Majster)


Cały problem tego układu półek (3 szyny)
polega na ich równym zamontowaniu.
Przyda się zatem poziomica i cztery ręce.
I większa szczypta cierpliwości ;)

Ponieważ moje półki z założenia mają co dźwigać
podczas remontu domu w miejscu ich montażu
pod płytą karton-gips kazałam ułożyć stelaż z desek.
Półki więc są solidnie zamontowane za pomocą długich wkrętów
do płyt, stelaża i drewnianej konstrukcji domu.

Warto wiedzieć przed remontem gdzie chcecie umieścić
waszą kolekcję książek i czasopism
gdyż jest to spory ciężar i potrzebuje
wytrzymałej ściany.

...

Moje deski półek są surowe. I to jest fajne.
Plusem tego systemu jest także fakt, że
nie wymaga częstego sprzątania.
To są półki na książki, które w zasadzie nie eksponują kurzu.
Nie mogę tego natomiast powiedzieć o moich czarnych półkach w kuchni (!),
które są wiecznie zakurzone, nawet 15 minut po przetarciu.

Główki po wkrętach zakryłam specjalnymi naklejkami.

Półki w takim systemie można ustawiać
zgodnie z potrzebą.
Wizualny efekt jest zawsze lżejszy
niż przy ustawieniu regałów,
więc to idealne rozwiązanie dla małych, niskich pomieszczeń.
Pod warunkiem posiadania stabilnych ścian :)





Coś co tętni bielą i drewnem
i pachnie bzem
to zdecydowanie mój salon :)
I moje klimaty.

Nie myślcie, że cokolwiek
w moim salonie ułożyłam pod zdjęcia.
Tak stoi jak widać.
I niestety trochę nieskładnie.
Ale jak to w domu - ciągle coś rotuje
na tych naszych półkach.


Udanej niedzieli Kochani

iszart






11 maja 2016

Lampion z drewna i szkła









Przepiękna prostota.
Ręcznie wykonane lampiony z drewna i szkła.
Czy istnieje bardziej uniwersalny prezent ?

Można w nich podziwiać płomienie świec.
A można też trzymać w nich biżuterię
lub ułożyć kompozycję z suchych gałązek...

Całym sercem - uwielbiam takie rękodzieło...:)
Jak i drewnianą biżuterię.

...

Udanego czwartku Kochani

iszart





Lampiony z drewna wykonał Sebastian Brożyna

6 maja 2016

sypialnia / po co ścielić łóżko ?





Moje łóżko w sypialni
właściwie nigdy nie jest zaścielane.

Nie używam pledów, wielkich koców, narzut
w tym celu by zakryć pościel.
Pledy, koce czy narzuty zwykle leżą poskładane w szafie
na wyjątkowe sytuacje, które...prawie się nie zdarzają
(czyt. mój mąż traci cierpliwość na widok niezaścielonego łóżka)

...


Wracam z pracy prawie zawsze POTWORNIE zmęczona.
Moim marzeniem jest chwila relaksu.
Tak, właśnie w tym moim ukochanym łożu.

Zdecydowanie - w łóżku spędzam połowę mojego życia.

Bywa, że pracuję intensywnie 12 godzin.
Po czym śpię kolejne 12 !

Albo śpię 8 godzin, potem 2 godziny spędzam na wylegiwaniu się,
piciu w łóżku kawy i przeglądaniu internetu
(nie jadam w łóżku...)
a przed spaniem kolejne 2 godziny spędzam na czytaniu książek dziecku
i opowiadaniu historii dnia.
Suma = 12 godzin !
Jakby nie było...połowa życia w łóżku...

Po co je ścielić ?








Uwielbiam ładną pościel.
Bawełnianą.
I po praniu - nie prasuję.
Nie jestem nadgorliwa...
Wymięta po praniu bawełniana pościel
podoba mi się i już.
Po jednym spaniu - już nie widać, że
moja pościel nie była prasowana.

...

Moje łóżko zachęca mnie, bym sobie w nim odpoczęła.
Uwierzcie - gdy mam ciężki dzień w pracy
myślę o tej chwili gdy zakopię się na moment pod kołderką...

...

Zakrywam się teraz moim pochmurnym niebem,
a jutro rano budzę się w pełnym słońcu...

papa

iszart








27 kwietnia 2016

piękno starego stolika


Do pracy jeżdżę od miesiąca rowerem.
Fajnie mi, prawda :)

Na dodatek mam możliwość wyboru pomiędzy trasą krótszą
wiodącą wzdłuż drogi głównej, ruchliwej, hałaśliwej
lub trasą odrobinę dłuższą, ale jakże piękną
wiodącą pośród pól, pagórków, z widokami na
budzący się do życia las...

Chyba niewielu ludzi może sobie pozwolić
na taki wybór jak rower
jako środek transportu do pracy.

Człowiek jadąc na rowerze skupia się na pozytywnych emocjach.
Inaczej obserwuje to co mija.
Czuje, że oddycha.
A jeszcze jak wokół rozbudza zmysły piękna przyroda,
jest pięknie...

No...czasem pada - wtedy jadę autobusem :)

Na piękno potrzeba otwierać oczy każdego dnia.
Nawet jadąc autobusem czy samochodem :)

Mało mnie na moim blogu.
Tym mocniej doceniam, że dziś znalazłam
kilka sekund rano, by powiedzieć do Was ciepłe słowa...


Na zdjęciach - małe biuro przyjaciółki.

Stary, drewniany stoliczek
jaki dziś prezentuję
to prawdziwy weteran życia codziennego.
Przetrwał wiele.
I na starość został pokryty jedynie lakierobejcą.
Ona świetnie podkreśla jego wiek
oraz wszelkie ubytki jakich doznał.

Pełni rolę mini biurka
w połączeniu z równie starym krzesłem.

Takie kąciki można stylizować na milion sposobów.
Można dodać tu nowoczesne krzesło.
Półkę na ścianie i lampę na wysięgniku.

Przy tym stoliku powstają prace decoupage,
transfery i rysunki.
To taki kąt do pracy twórczej.

Właścicielka ma ten stolik po babci
zatem tym cenniejsze są ubytki
jakie stolik na sobie nosi.
Mam ochotę kiedyś zaaranżować go
w bardziej nowoczesnym stylu...
To by była taka fajna zabawa :)

...

Poszukujcie piękna w drobnych rzeczach,
w drobnych sprawach. Każdego dnia.
I uśmiechajcie się często :)
Miłego dnia

iszart









11 kwietnia 2016

wiosenne przemiany w salonie / D.I.Y


Każda historia metamorfozy wnętrza
zaczyna się gdzieś w sercu człowieka
jako potrzeba zmian.
Domowe otoczenie - ma znaczenie !


Każdy z nas chce mieszkać pięknie.
Pośród mebli, przedmiotów, które cieszą estetyką.
Budzić się w pięknej sypialni,
jeść śniadanie w uroczej kuchni,
a wieczór spędzać na ulubionej kanapie.

Wnętrzarskie potrzeby leżą jednak na szczycie piramidy potrzeb
i wydatków więc nasze domy wyglądają tak jak wyglądają.
Bez ładu i składu z listą zmian "na potem".

Ale ja nadal uważam, że każde wnętrze
da się odmienić tanio i bez wielkich wydatków.
Nie trzeba wiele, by odmienić swoje otoczenie na takie,
które wywołuje zachwyt od wejścia...

Uwierzcie, że wnętrzarskie zmiany są tak samo ważne
dla psychiki człowieka
jak zmiana nawyków żywienia,
stylu ubierania się
czy stylu życia.

Są tak samo ważne, ale spychane na dno tłumaczeń,
że nie mamy finansów, czasu, ochoty na bałagan remontowy.
A potem odwiedzamy kogoś kto dokonał cudu w swoich kątach
i czujemy ukłucie w sercu...
Czy nie jest tak, że do remontu, zmian w domu
najczęściej popychają nas zmiany i remonty u znajomych,
sąsiadów czy rodziny ?

...

Rozmawiam wiele z ludźmi na temat ich wnętrz.
Stałam się wręcz psychologiem wnętrzarskiego życia.
Z moich obserwacji wynika też, że nie potrafimy akceptować tego
co mamy.
Nie potrafimy pokochać tego co mamy.
Przed zmianami wstrzymują nas krzywe ściany czy tynki
(no bo i tak będzie brzydko jak je pomaluję)
skrzypiące parkiety (oh jak one mnie denerwują skrzypieniem
a ja uważam, że skrzypiący, stary parkiet to świetna baza)
stare okna, parapety - też można pokochać.
Wszystko można.
Ale zmiany zaczynają się w głowie.

Oglądamy piękne inspiracje w internecie
ze starymi drzwiami, oknami, parkietami
a nie potrafimy zaakceptować własnych czterech kątów...

...

Dziś wprowadzam Was ponownie do salonu,
który jest dla mnie przykładem,
że siła zmian tkwi w pokochaniu tego co się ma
i wyciśnięciu z tego co się ma - ile się da...

Ten salon już znacie z Bożonarodzeniowej aranżacji
klik tutaj
Dziś w wersji wiosennej.
W takiej cudnej aranżacji - jadłam niedzielny obiad...
Można mi pozazdrościć :)





Właścicielka i bohaterka zmian tego salonu
pokazuje, że się da zamienić zielone ściany i stare meble z płyty
na coś oryginalnego.
Stół po babci, krzesła z odzysku,
kredens ręcznie robiony przez lokalnego miłośnika drewna,
Sebastiana Brożynę klik tutaj
ręcznie wykonane techniką decoupage podkładki pod talerze,
biokominek, który zastępuje ten tradycyjny,
fotografie rodzinne i pamiątkowa wełniana narzuta na wersalce...
Kropki nad i dopisują dodatki - świeczniki z drewna i szkła
wykonane przez Sebastiana Brożynę, drewniane skrzynie, podkładki,
skrzypiący parkiet i nierówne ściany...
Da się ? Tak ! Jest bosssko....!

Niedawno właścicielka przemalowała drzwi na biało
(metamorfoza na końcu wpisu)
za pomocą farb Dekoral.





 





Jeśli cokolwiek w życiu pragniemy zmienić
musimy zacząć od pokochania tego co mamy,
pokochania tego co jest, co dostaliśmy od losu...

W zmianach nie szukajmy perfekcjonizmu,
a raczej osobistego zadowolenia.

Doceńmy drobne zmiany krok po kroku
zamiast wielkich rewolucji.

I pamiętajmy, że wszystko potrzebuje czasu.
Czas przynosi najlepsze rozwiązania i pomysły.
I czasem to właśnie czas oszczędza nam pieniądze.
Lepiej zaczekać i pomyśleć nim kupić coś impulsywnie.
Rozejrzyjcie się czy ktoś, czegoś nie wyrzuca,
bo może Wam się przyda :)
Popytajcie o lokalnych rzemieślników i złote rączki :)

Udanych wiosennych przemian :)

iszart







....

Drzwi przed zmianą
(door before/after)

Zostały przemalowane za pomocą farby Dekoral
emalia akrylowa do drewna i metalu.
Szyba i drewniana rama zostały przed malowaniem
odtłuszczone rozpuszczalnikiem.
Całość pomalowano bez podkładu.



8 kwietnia 2016

zero przecinek zero, zero...


Historia prawdziwa.


Niedziela. Znosimy ze strychu bardzo stary, mały stolik.
Taki nieśmiertelny. Z pięknymi śladami życia.
Rozsiadamy się z kawą i ciastkami.
Grzeszne obżarstwo.
I nawet wiele nie gadamy. Tylko śmiejemy się do siebie.
Zabawa w picie kawy.

...




Zachwianie

Moja wiosna zaczęła się od zmian.
Nowa rola. I nowe obowiązki.
I nic w tym nadzwyczajnego by nie było
gdyby nie fakt, że przestałam mieć czas
na to czym do tej pory żyłam.

Nie ma mnie tu. Nie tworzę. Nie fotografuję.
I mam wrażenie, że trochę coś jest nie na swoim miejscu.
Utraciłam pewien poziom równowagi,
który sobie bardzo cenię.

...





Powrót

Zaczęłam od kawy i ciastek.
Trawienie zajęło mi jak widać - kilka dni
Mam ambitne plany.
Wielki apetyt. I zero przecinek zero, zero, zero jeden
procent szans na sukces.
Uwierzcie - sporo...

...

Pozdrawiam wszystkich wiernych deco-odwiedzających ;)

iszart







22 marca 2016

transfer na starej tekturze




Czasem fajnie jest - po prostu przestać tu zaglądać...
Pożyć trochę jakby bloga nie było...
Porzucić napięcie, że coś...komuś...gdzieś...
Troszkę zatęsknić...

Uwielbiam mój blog, moje pisanie.
Wolne, swobodne obrazy i słowa
dni, drobiazgi, niuanse codzienności...

Co u mnie ? 
Oddałam serce nowej pracy. Tak na 200%.
Wycisnęłam z siebie ostatnie soki,
ale czuję się szczęśliwie zmęczona...

Dziś został dopięty bardzo ważny etap...
Bardzo ważny dzień.

Teraz czekam na dwa dni Wielkanocne.
Kompletnie nie sprzątam...nie piekę...
całkowicie oddam się rodzinie
i z pewnością złapię za aparat
by uchwycić drobiazg...
...skrawek wiosennej sukienki...
filiżankę kawy
i uśmiech dziecka...

Na zdjęciach - transfer kolorowej grafiki na starej tekturze
odnalezionej kiedyś na strychu dziadków...
I kawałek wiosennej sukienki...

Pozdrawiam czytelników.
Oficjalnie mamy wiosnę :)
Czujecie to ?

iszart 





Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...