13 lutego 2017

o miłości, poezji i pięknej porcelanie



Od  jakiegoś czasu czytam wiersze Ks. Jana Twardowskiego. Intrygują mnie swoją specyficzną formą, zabawą słowami. Zmuszają do pomyślenia. Brak przecinków, kropek, dużych liter to przecież bliska współczesnemu, zabieganemu człowiekowi forma przekazu. Piszemy i mówimy skrótami. Obcinamy myśl do grafiki. Te wiersze trochę dla mnie takie są. Szybkie. Skrócone. Choć niektóre datują się czasem powstania około pół wieku temu to mogą stać się podpisem współczesności.

Jest to moja jedyna w życiu poezja (poza czasami szkolnymi) ale lubię zatoczyć myślami inne kręgi od czasu do czasu poza sprawami dnia codziennego. Z poezją jest trochę jak z muzyką. Poezja brzmi na swój sposób i ma swój rytm. I skupia uwagę jak ulubiona muzyka.
I poezja i muzyka wspaniale współgrają z chwilą spokoju. Z herbatą czy kawą serwowaną w pięknej porcelanie. Ulubionej.

Poniżej wiersz dla Was. Taki o miłości.




 JEST
Jest jeszcze taka miłość
ślepa bo widoczna
jest szczęśliwe nieszczęście
pół radość pół rozpacz
ile to trzeba wierzyć
milczeć cierpieć nie pytać
skakać jak osioł do skrzynki pocztowej
żałować czego nie było
by dostać nic
za wszystko
                     
miej serce i nie patrz w serce
odstraszy cię kochać
1979,198




Zanurzając się w miłości, chwili spokoju, spokojnej herbacie lubię odpoczywać. I staram się serwować sobie takie chwile częściej.
Ostatnio zabrałam się za odświeżenie stolika, który stoi wiosną i latem przed domem. Poczułam jakiś nowy przypływ energii. Tej ciepłej, wiosennej. Stolik to zwyczajna skrzynka ogrodowa, drewniana z dorobionymi nogami. Potrzeba jej ciut liftingu. Jak wniosłam ją do domu to mi przed oczami stanęła wiosna, zieleń i dużo słońca. I te wypijane przed domem herbaty popołudniowe.

A skoro mowa o miłości - moi bliscy wiedzą, że ja kocham piękną porcelanę. I nie każę jej kurzyć się pomiędzy świętami. Moja kolekcja porcelany rozrosła się ostatnio o cudowną zastawę z linii Astra - Polskie Fabryki Porcelany Ćmielów i Chodzież (klik).
Ta seria pięknie uzupełnia moje inne kolekcje, które uwielbiam miksować na co dzień i od święta.

Miłość do porcelany wyniosłam z domu. Moi rodzice lubią piękną zastawę, dobre wzornictwo i celebrowanie picia kawy i herbaty. W mojej rodzinie nie tylko ważne jest co się serwuje, ale też w czym. Sama przyjemność.

Poniżej prezentuję Wam też inne wzornictwo serii Astra. Piękna Astra Ellada i Astra India.
A to tylko malutka część tego co można mieć w swoim domu.
I tym co nie wiedzą - pochwalę, że nasze rodzime Polskie Fabryki Porcelany Ćmielów i Chodzież S.A. reprezentowały nasz kraj na największych Europejskich targach designu - Ambiente 2017 we Frankfurcie nad Menem.
Mamy się czym chwalić.
Materiały prasowe możecie poczytać poniżej.

Kochani w dniu Święta Miłości - właśnie Jej Wam życzę.
Czytacie poezję ?
uściski
iszart










11 lutego 2017

lady in black








Ze wszystkich sukienek świata uwielbiam małą czarną. Od lat. Zawsze i wszędzie.
Z wielu wspólnych wspomnień uwielbiam właśnie to wspomnienie. Przegadane wiele godzin. Ten upał. I kawę. Na przemian z zimną wodą.
I uwielbiam mój backstage z tamtego dnia. Jedyny w moim życiu jaki mi się przytrafił.
Najlepszy forever (: Ale tu nie pokażę. Może na moim Instagramie...może...albo lepiej nie (:

Buź
iszart








fot. deco-szuflada
modelka: Karminova Karina M

6 lutego 2017

stary stół i nieśmiertelna historia







 



NIEŚMIERTELNA HISTORIA

Pewne rzeczy posiadają moc istnienia pomimo upływu czasu. Stają się cenniejsze pomimo zniszczenia. Trwają jak legenda. Przechodzą przez pokolenia. Zdają się nie mieć początku, bo trudno go określić. I trudno dostrzec ich koniec.
Można sobie to tylko wyobrazić. Bo dla człowieka istnieje tylko teraźniejszość.
Wyobraź sobie, że to co właśnie stworzyłeś. Tu i teraz. Za 40 lat lub może nawet więcej - ktoś inny będzie miał. I będzie doceniał.
Może być też tak, że Twój z pozoru nie znaczący pomysł, projekt - uruchomi maszynę wielkiego przedsięwzięcia. Tak, wiem. To się zdarza rzadko. Ale się zdarza.

Siedzę przy stole z lat 60. Czytam gazetę i  delektuję się smakiem kawy serwowanej w pięknej porcelanie. Otacza mnie aura nieśmiertelności. Zaduma. Wspomnienie ludzi i wydarzeń.
Ktoś już kiedyś czynił to przede mną. Siedział przy tym stole. Snuł plany, pomysły, martwił się i śmiał. I pił kawę. Ktoś poprawiał serwetkę. Ktoś palił papierosa.
Siedzę sobie w ciszy i spokoju. I wędruję myślami. Daleko. To się zdarza rzadko, że mam takie chwile. Ale się zdarza.

...
Dla mnie szalenie ważny jest stół i jego historia. W moim domu jest stół w kuchni. Jest duży stół w jadalni. A teraz mam jeszcze ten stół, który pełni rolę...no właśnie - jeszcze o nim usłyszycie.
Czekam na cieplejsze dni, by go doprowadzić do lepszej formy wizualnej. Bo fizycznie pomimo sędziwego wieku trzyma się idealnie. Trwa jak legenda.
Co czujecie gdy siadacie przy starym stole czy to w kawiarni czy w mieszkaniu babci ?
Macie ochotę porwać go do siebie ?
Mnie każdy stary stół porywa do chęci stworzenia sesji zdjęciowej. Do zatrzymania się i małego celebrowania chwili sączenia kawy z pięknej porcelany lub ukochanego kubeczka.
A ostatnio - ciągnie mnie do oglądania miliona fantastycznych sesji kulinarnych wykonanych na pięknym, starym stole. Jest magia.

Pozdrawiam
iszart

 





Na zdjęciach:
filiżanka Polskie Fabryki Porcelany Ćmielów (klik) projekt Eva Minge (klik)
talerzyk Polskie Fabryki Porcelany Ćmielów (klik) kolekcja Astra Złota Wstęga
taca marmurowa nuance (klik)
poducha HandM Home
stół z lat 60 Kostrzyńska Fabryka Mebli
skórzany portfelik, atramentowy kufel, srebrna łyżeczka - kolekcja prywatna deco-szuflada
stara, drewniana ramka PRL z obrazkiem wykonanym techniką transferu grafiki na tekturę


28 stycznia 2017

Dom, który mnie inspiruje






Jeśli mogę wymienić co dobrego i pięknego mnie w życiu spotyka to na tej liście z pewnością będą takie spacery jak ten. Po Sanockim Skansenie.
Mieszkam tu, niedaleko. Kiedyś pracowała tu moja mama. Pamiętam gdy byłam 4-letnią dziewczynką i biegałam po wysokiej trawie w tym Skansenie. I bardzo się denerwowałam, że łaskocze mnie po nogach, rękach. Taka dokuczliwa trawa.
Tu powstały jedne z moich pierwszych fotografii dziecięcych. Właśnie w tej trawie. W tym Skansenie.
Obok płynie rzeka San. Wije się malowniczo pomiędzy wzniesieniami.
Skansen Sanocki to jedno z moich najukochańszych miejsc na świecie.
Miejsce to tętni życiem i historią. I niesamowicie przyciąga turystów. Ale ja wiem kiedy trzeba tu bywać, by spotkać się z ciszą. Kiedy można pospacerować po lesie mijając malownicze zabudowania z minionych wieków. Ja wiem kiedy to miejsce jest najpiękniejsze, otoczone spokojem. Kiedy najlepiej się tu bywa.

Dziś pragnę pokazać Wam jeden z wielu domów jakie tu można podziwiać (nie tylko z zewnątrz).
Ten domek należy do moich ulubionych. I gdyby to było możliwe - w takim mogłabym mieszkać.

Dom w którym mieszkam oczywiście też jest stary i drewniany. Ale szkoda, że nie wygląda z zewnątrz jak ten, który Wam prezentuję :)
Może gdybym mój dom ciut podstylizowała...kto wie... :) Inspiruje mnie to co tu widzę. Choć nie jestem typowym miłośnikiem antyków to jednak wiele z tej architektury "podkradłabym" do mojego świata.






Ten dom. Jest po prostu bajkowy. Piękny. I prawdziwie stary.
Te detale. Zapach drewna. Można usiąść na ławeczce, wyciągnąć termos z gorącą herbatą i zjeść drożdżówkę w zimowej scenerii i towarzystwie drewnianej historii.
Zakochani tak jak ja ? I na pewno ciekawi jak to miejsce będzie wyglądać w porze budzącej się do życia zieleni. Powrócę tu.
Pa Kochani.
iszart





fot. deco-szuflada
Sanok Skansen Zima 2017

25 stycznia 2017

good morning od kuchni



W mojej głowie siedzi wiele inspirujących mnie kadrów z amerykańskich filmów, kiedy to o poranku do zalanej słońcem kuchni wchodzi przeciętny zaspany Amerykanin. Na kuchennym blacie królują powywracane papierowe kubeczki z wysypującą się resztką popcornu. Puste puszki po fasoli i piwie. Wszystko się lepi i klei. I wszystko wygląda niechlujnie. Ale parzenie na wpół nieprzytomnie kawy w takim chaosie wydaje się być rozkosznym rytuałem. Gdzieś tam gada zapomniany nocą telewizor. A za oknem już warczy kosiarka lub miasto. Pod stołem leży pies i przygląda się człowiekowi - kiedy sobie przypomni o śniadaniu i porannym bieganiu. Kawa. Prysznic. Prasa rzucona na schody pod drzwi. No i można zacząć zbierać się do pracy....
Lubię oglądać scenki zwyczajowe w filmach.

Podobno to w jaki sposób co dzień budzimy się do życia - ma fundamentalne znaczenie dla naszego organizmu. Jaki budzik stawia nas na nogi. Co robimy najpierw i z jakim rytmem. Pierwsza myśl po spojrzeniu w lustro. Nastawienie do pogody za oknem. Generowanie dobrych myśli.

Był czas, że co rano budziłam się z wielkim stresem. Niestety. Tak wspominam szkołę i studia. Gdyby ktoś zaproponował mi powrót do czasów szkoły czy studiów - podziękowałabym bez odrobiny żalu. Moje życie zdecydowanie najlepsze jest po 30-tce.
Nadal tkwi we mnie taki odruch "wymiotny" na samą myśl chodzenia do szkoły, uczenia się miliona bzdur, tolerowania co niektórych nauczycieli. I muszę się srogo pilnować, by nie dać odczuć mego współczucia dzieciom szarpiącym ciężkie plecaki do szkoły. Jestem wrogiem bycia orłem na siłę. Wrogiem podkreślania uczniów pod linijkę. I cieszę się, że historia pokazuje iż wielu znakomitych ludzi miało podejście do edukacji - identyczne. Ufff. Jak dobrze, że budzę się rano i nie muszę myśleć, że dziś do szkoły. Lepiej je mi się śniadanie...

Ale...wielu ludziom nie robi dobrze myśl, że po śniadaniu muszą jechać do znienawidzonej pracy...
O ten etap też mam za sobą. Ten stres ujrzenia ludzi o energii złej czarownicy. Bo o pracy decydują najczęściej ludzie, a nie to co robimy - niestety.  Taką pracę wytrzymałam ile musiałam, a potem...zrobiłam wielkie fruuuuu. Bo szkoda marnować życie na przebywanie z ludźmi co karmią się narzekaniem, trudnościami i zazdrością.

Moja kuchnia rano zwykle przypomina wersję amerykańską. Z reguły nie chce mi się wieczorem robić porządków. Bo i tak w porannej bieganinie nastaje chaos i bałagan.
Ale często zostaję rano sama, gdy mam drugą zmianę w pracy. I wtedy lubię sobie odrobinę "pocelebrować" porządek. Oddelegowuję rodzinę do swoich miejsc, a sama ogarniam teren i dopiero jem śniadanie. To właśnie wtedy tworzą się spontanicznie zdjęcia takie jak w dzisiejszym wpisie.
I wiele, wiele innych, których nie mieliście okazji widzieć, bo nie mam czasu by Wam je pokazać.

Lubię fotografować detale i drobiazgi mojego życia codziennego. Raczej nie mam się czym chwalić, bo ani mój dom, ani to czego używam  nie jest wyjątkowe. Ale jest takie moje. I każda taka szybka sesja przynosi mi na myśl konkretny dzień. Zwykły dzień.

Poranek z truskawkową maślanką wykonany w Thx z mrożonych owoców. Tak na Dzień Dobry.

Poszukuję obecnie nowego oświetlenia do kuchni. Metalową lampe pragnę zastąpić nie rzucającym się w oczy plafonem, aby pierwsze skrzypce grała lampa nad stołem.
I nadal poszukuję drzwi do łazienki. Mają być drewniane, przecierane, może w kolorze...
Doceniam obecnie mój spokój w poszukiwaniach tego co odpowiada mi w 100 %.
Wszystko się zrobi w swoim czasie.

Toast wznoszę maślankowy.
iszart








M.I.Ł.E.G.O  D.N.I.A



22 stycznia 2017

wielkie zaskoczenie








Już dawno nie piekłam chleba. Zaniedbałam tę sztukę. Ale ogólnie mówiąc to wiele rzeczy zaniedbuję. Tych bardzo ważnych. I czuję jak coraz mocniej mi to przeszkadza. Bo życie jest strasznie krótkie i nieobliczalne. I coraz mocniej żal mi każdej zmarnowanej sekundy. Każdego głupiego słowa. Niepotrzebnie szczerbionej energii na sprawy nieistotne.
Mijający weekend był dla mnie piękną szkołą. I bardzo pragnę nie zmarnować tych lekcji.

Dzień Babci i Dziadzia.
W wielkie zaskoczenie wprawiła mnie moja Babunia (jest prababcią Zoni). Po tym jak obdarowaliśmy ją kwiatami i słodyczami i piękną laurką w wykonaniu naszej małej Zoni - Babunia zaprosiła nas do stołu z chęcią pokazania nam czegoś wyjątkowego. Z woreczka zaczęła wyciągać jakieś dziecięce rysunki, kwiatki z papieru, wycinanki, bazgrołki i krzywe wierszyki. Pokazując te skarby naszej Zoni - poprosiła, by ta spróbowała rozczytać podpisy. Tak - to były prace twórcze jej wnucząt sprzed 20 lat ! Czyli moje, mojego rodzeństwa, moich kuzynów. Byłam w wielkim szoku. Że po tylu latach - nadal je przechowuje !

Wielkie śpiewanie.
Ci z Was co śledzą mój instagram - wiedzą, że w sobotę występowałam na scenie wraz z innymi, cudownie uzdolnionymi ludźmi. Śpiewaliśmy piękne pastorałki, inscenizowaliśmy Boże Narodzenie w formie musicalu. Piękny wieczór w towarzystwie wspaniałych ludzi i kochanej publiczności.
Ten wieczór nauczył mnie jak potężna jest siła ludzkich serc. Siła wspólnej organizacji czegoś bezinteresownego i wyjątkowego. Po to by być razem, by coś razem zrobić, by pięknie spędzić czas.
Jakże często nudzimy się w życiu. Marnujemy sekundy na głupie rzeczy. Pracujemy ponad siły.
A potrzeba tak niewiele, by rozpalać ogniska serc. Zatrzymać się w końcu.

Zatrzymać się. Moja lekcja.
No właśnie . Zatrzymać się. I więcej odwiedzać najbliższych. I mniej koncentrować energię na rzeczach marnych. I nie napychać żołądka byle czym, byle jak. Ani żołądka ani duszy. I więcej skupiać się na miłości i wyciszaniu. Poszukiwać wciąż nowych pokładów cierpliwości i życzliwości.
I zacząć częściej piec chleb.


...
Dzisiejszy chleb został już tylko wspomnieniem. Przepis z Thermomix.

Kochani, dziękuję, że trwacie tu ze mną. Zapraszam też na mój IG deco.szuflada.
Tam totalnie wyżywam swoją pasję fotografowania :)
Często się zatrzymujcie. I pieczcie chleb.

buź
isz


 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...