27 kwietnia 2016

piękno starego stolika


Do pracy jeżdżę od miesiąca rowerem.
Fajnie mi, prawda :)

Na dodatek mam możliwość wyboru pomiędzy trasą krótszą
wiodącą wzdłuż drogi głównej, ruchliwej, hałaśliwej
lub trasą odrobinę dłuższą, ale jakże piękną
wiodącą pośród pól, pagórków, z widokami na
budzący się do życia las...

Chyba niewielu ludzi może sobie pozwolić
na taki wybór jak rower
jako środek transportu do pracy.

Człowiek jadąc na rowerze skupia się na pozytywnych emocjach.
Inaczej obserwuje to co mija.
Czuje, że oddycha.
A jeszcze jak wokół rozbudza zmysły piękna przyroda,
jest pięknie...

No...czasem pada - wtedy jadę autobusem :)

Na piękno potrzeba otwierać oczy każdego dnia.
Nawet jadąc autobusem czy samochodem :)

Mało mnie na moim blogu.
Tym mocniej doceniam, że dziś znalazłam
kilka sekund rano, by powiedzieć do Was ciepłe słowa...


Na zdjęciach - małe biuro przyjaciółki.

Stary, drewniany stoliczek
jaki dziś prezentuję
to prawdziwy weteran życia codziennego.
Przetrwał wiele.
I na starość został pokryty jedynie lakierobejcą.
Ona świetnie podkreśla jego wiek
oraz wszelkie ubytki jakich doznał.

Pełni rolę mini biurka
w połączeniu z równie starym krzesłem.

Takie kąciki można stylizować na milion sposobów.
Można dodać tu nowoczesne krzesło.
Półkę na ścianie i lampę na wysięgniku.

Przy tym stoliku powstają prace decoupage,
transfery i rysunki.
To taki kąt do pracy twórczej.

Właścicielka ma ten stolik po babci
zatem tym cenniejsze są ubytki
jakie stolik na sobie nosi.
Mam ochotę kiedyś zaaranżować go
w bardziej nowoczesnym stylu...
To by była taka fajna zabawa :)

...

Poszukujcie piękna w drobnych rzeczach,
w drobnych sprawach. Każdego dnia.
I uśmiechajcie się często :)
Miłego dnia

iszart









11 kwietnia 2016

wiosenne przemiany w salonie / D.I.Y


Każda historia metamorfozy wnętrza
zaczyna się gdzieś w sercu człowieka
jako potrzeba zmian.
Domowe otoczenie - ma znaczenie !


Każdy z nas chce mieszkać pięknie.
Pośród mebli, przedmiotów, które cieszą estetyką.
Budzić się w pięknej sypialni,
jeść śniadanie w uroczej kuchni,
a wieczór spędzać na ulubionej kanapie.

Wnętrzarskie potrzeby leżą jednak na szczycie piramidy potrzeb
i wydatków więc nasze domy wyglądają tak jak wyglądają.
Bez ładu i składu z listą zmian "na potem".

Ale ja nadal uważam, że każde wnętrze
da się odmienić tanio i bez wielkich wydatków.
Nie trzeba wiele, by odmienić swoje otoczenie na takie,
które wywołuje zachwyt od wejścia...

Uwierzcie, że wnętrzarskie zmiany są tak samo ważne
dla psychiki człowieka
jak zmiana nawyków żywienia,
stylu ubierania się
czy stylu życia.

Są tak samo ważne, ale spychane na dno tłumaczeń,
że nie mamy finansów, czasu, ochoty na bałagan remontowy.
A potem odwiedzamy kogoś kto dokonał cudu w swoich kątach
i czujemy ukłucie w sercu...
Czy nie jest tak, że do remontu, zmian w domu
najczęściej popychają nas zmiany i remonty u znajomych,
sąsiadów czy rodziny ?

...

Rozmawiam wiele z ludźmi na temat ich wnętrz.
Stałam się wręcz psychologiem wnętrzarskiego życia.
Z moich obserwacji wynika też, że nie potrafimy akceptować tego
co mamy.
Nie potrafimy pokochać tego co mamy.
Przed zmianami wstrzymują nas krzywe ściany czy tynki
(no bo i tak będzie brzydko jak je pomaluję)
skrzypiące parkiety (oh jak one mnie denerwują skrzypieniem
a ja uważam, że skrzypiący, stary parkiet to świetna baza)
stare okna, parapety - też można pokochać.
Wszystko można.
Ale zmiany zaczynają się w głowie.

Oglądamy piękne inspiracje w internecie
ze starymi drzwiami, oknami, parkietami
a nie potrafimy zaakceptować własnych czterech kątów...

...

Dziś wprowadzam Was ponownie do salonu,
który jest dla mnie przykładem,
że siła zmian tkwi w pokochaniu tego co się ma
i wyciśnięciu z tego co się ma - ile się da...

Ten salon już znacie z Bożonarodzeniowej aranżacji
klik tutaj
Dziś w wersji wiosennej.
W takiej cudnej aranżacji - jadłam niedzielny obiad...
Można mi pozazdrościć :)





Właścicielka i bohaterka zmian tego salonu
pokazuje, że się da zamienić zielone ściany i stare meble z płyty
na coś oryginalnego.
Stół po babci, krzesła z odzysku,
kredens ręcznie robiony przez lokalnego miłośnika drewna,
Sebastiana Brożynę klik tutaj
ręcznie wykonane techniką decoupage podkładki pod talerze,
biokominek, który zastępuje ten tradycyjny,
fotografie rodzinne i pamiątkowa wełniana narzuta na wersalce...
Kropki nad i dopisują dodatki - świeczniki z drewna i szkła
wykonane przez Sebastiana Brożynę, drewniane skrzynie, podkładki,
skrzypiący parkiet i nierówne ściany...
Da się ? Tak ! Jest bosssko....!

Niedawno właścicielka przemalowała drzwi na biało
(metamorfoza na końcu wpisu)
za pomocą farb Dekoral.





 





Jeśli cokolwiek w życiu pragniemy zmienić
musimy zacząć od pokochania tego co mamy,
pokochania tego co jest, co dostaliśmy od losu...

W zmianach nie szukajmy perfekcjonizmu,
a raczej osobistego zadowolenia.

Doceńmy drobne zmiany krok po kroku
zamiast wielkich rewolucji.

I pamiętajmy, że wszystko potrzebuje czasu.
Czas przynosi najlepsze rozwiązania i pomysły.
I czasem to właśnie czas oszczędza nam pieniądze.
Lepiej zaczekać i pomyśleć nim kupić coś impulsywnie.
Rozejrzyjcie się czy ktoś, czegoś nie wyrzuca,
bo może Wam się przyda :)
Popytajcie o lokalnych rzemieślników i złote rączki :)

Udanych wiosennych przemian :)

iszart







....

Drzwi przed zmianą
(door before/after)

Zostały przemalowane za pomocą farby Dekoral
emalia akrylowa do drewna i metalu.
Szyba i drewniana rama zostały przed malowaniem
odtłuszczone rozpuszczalnikiem.
Całość pomalowano bez podkładu.



8 kwietnia 2016

zero przecinek zero, zero...


Historia prawdziwa.


Niedziela. Znosimy ze strychu bardzo stary, mały stolik.
Taki nieśmiertelny. Z pięknymi śladami życia.
Rozsiadamy się z kawą i ciastkami.
Grzeszne obżarstwo.
I nawet wiele nie gadamy. Tylko śmiejemy się do siebie.
Zabawa w picie kawy.

...




Zachwianie

Moja wiosna zaczęła się od zmian.
Nowa rola. I nowe obowiązki.
I nic w tym nadzwyczajnego by nie było
gdyby nie fakt, że przestałam mieć czas
na to czym do tej pory żyłam.

Nie ma mnie tu. Nie tworzę. Nie fotografuję.
I mam wrażenie, że trochę coś jest nie na swoim miejscu.
Utraciłam pewien poziom równowagi,
który sobie bardzo cenię.

...





Powrót

Zaczęłam od kawy i ciastek.
Trawienie zajęło mi jak widać - kilka dni
Mam ambitne plany.
Wielki apetyt. I zero przecinek zero, zero, zero jeden
procent szans na sukces.
Uwierzcie - sporo...

...

Pozdrawiam wszystkich wiernych deco-odwiedzających ;)

iszart







22 marca 2016

transfer na starej tekturze




Czasem fajnie jest - po prostu przestać tu zaglądać...
Pożyć trochę jakby bloga nie było...
Porzucić napięcie, że coś...komuś...gdzieś...
Troszkę zatęsknić...

Uwielbiam mój blog, moje pisanie.
Wolne, swobodne obrazy i słowa
dni, drobiazgi, niuanse codzienności...

Co u mnie ? 
Oddałam serce nowej pracy. Tak na 200%.
Wycisnęłam z siebie ostatnie soki,
ale czuję się szczęśliwie zmęczona...

Dziś został dopięty bardzo ważny etap...
Bardzo ważny dzień.

Teraz czekam na dwa dni Wielkanocne.
Kompletnie nie sprzątam...nie piekę...
całkowicie oddam się rodzinie
i z pewnością złapię za aparat
by uchwycić drobiazg...
...skrawek wiosennej sukienki...
filiżankę kawy
i uśmiech dziecka...

Na zdjęciach - transfer kolorowej grafiki na starej tekturze
odnalezionej kiedyś na strychu dziadków...
I kawałek wiosennej sukienki...

Pozdrawiam czytelników.
Oficjalnie mamy wiosnę :)
Czujecie to ?

iszart 





11 marca 2016

moja osobista sobota rano / pomysł na pyszne śniadanie

 
 
 
 
 
Sobota rano. Wolna sobota...
Nooo, nie licząc spotkania integracyjnego w nowej pracy wieczorem :)
Bo to już jednak mnie tej wolnej soboty do czegoś zobowiązuje :)
 
Ale...taka wolna sobota jest rarytasem, uwierzcie :)
 
I jak to w takie dni powinno być
 - zamiast spać do nieprzyzwoitej godziny 9:00
to ja już po szóstej obudziłam się w pełni wypoczęta.
Oczywiście reszta domu tonie w ciszy...
I okrutnym bałaganie piątkowego wieczoru.
 
Porozrzucana garderoba, koce, poduszki
filiżanki w salonie z niedopitą herbatką...
Zabawek masa po spontanicznej dziecięcej zabawie.
Gazety, książki no i pilot od TV w mało bezpiecznym miejscu,
bo balansuje w pół korpusu na wąskiej półce nad kominkiem...
 
W kuchni - nie pytajcie....
 
Wstałam i pierwsze co zrobiłam - nie, nie poszłam do łazienki...
wstawiłam zmywarkę :)
Buczy sobie teraz sympatycznie i wypełnia obowiązek,
który kiedyś pełniłam osobiście ja - jako zmywarka ręczna...
Luksus :)
 
No to czas na toaletę i swobodny strój.
Mój domowy strój to zapas czarnych lub popielatych legginsów z bawełny
i bluzy oversize...no w czym bywa wygodniej ? ;)
 
Cisza w domu jest rozkoszna gdy wstajesz jako pierwszy.
Czuję wtedy jakąś potrzebę zaskoczenia domowników...
 
No i pomysł rodzi się błyskawicznie...
Szybkie, cudnie pachnące i niesamowicie pyszne
czosnkowe trójkąciki.
 
Przepis pochodzi z Thermomix, zatem samo przygotowanie
zajmuje mi 10 minut. Pieczenie 15 min.
Chyba nie ma lepszej opcji niż najświeższe, domowe pieczywo
o poranku...i na dodatek błyskawicznie zrobione :)
 
Podaję Wam przepis - bo ręcznie też można to ukręcić :)
Najlepiej smakują ciepłe, z masłem czosnkowym,
pomidorkami lub sałatką grecką...
 
Przepis na prośbę moich kochanych koleżanek z poprzedniej pracy :)
 
...
 
No i z tego wszystkiego z 6:00 zrobiła się 9:00
i moje domowe śpiochy powstawały :)
Czas na przepyszne śniadanie...
 
Miłej soboty Kochani
 
iszart
 
 
 
 
 





 


10 marca 2016

wiosna w salonie / wiosenne porządki we własnej duszy


 

 
 
 
 
 
Wiosna zbliża się wielkimi krokami.
Moje ukochane tulipany już wystawiają zielone główki liści w ogrodzie.
 
Wiecie doskonale, że jestem duszą celebrującą codzienność.
Marzec tegoroczny jest dla mnie bardzo pracowity,
ale gdy tylko sekundy pozwalają
rozsiadam się w salonie, przy kwiatach
z gazetą, książką i czymś smacznym...
Oczywiście :)
 
Gdy pracuję - też lubię to robić w sympatycznej oprawie.
Świeże kwiaty obok - są luksusem zwykłego dnia pracy.
 

 
 
 
 
Kochani - od 1 marca zmieniłam miejsce pracy.
Mam przez to mniej czasu na moje pasje,
a nawet powiem - nie mam go wcale...
Po prostu - tak trzeba.
 
Dziś wyjątkowo wypadł mi dzień gdy siedzę dłużej w domu,
ale to tylko szczególny wyjątek.
 
I nagle okazuje się, że te kilka godzin ciszy domowej
nie wiem czym wypełnić
(bo tyle bym chciała zrobić...)
 
...
 
My kobiety mamy niesamowitą zdolność
organizowania i robienia kilku rzeczy na raz.
Dlatego świetnie nam wychodzi bycie żoną, mamą, pracownikiem...
Znosimy przy tym swoje słabości i choroby.
Czasem jest nam ciężko i to bardzo,
ale jak się przyjrzymy temu z bliska
okazuje się, że same sobie jesteśmy winne,
bo kumulujemy naszą energię nie tam gdzie powinnyśmy.
Albo - jesteśmy zbyt pazerne i chciałybyśmy kontrolować więcej
niż zdolny jest nasz organizm.
 
 

 
 
Co robię gdy życie przynosi zbyt wiele rzeczy na raz ?
Ja wyznaję zasadę, że ograniczam sprawy mniej ważne,
a koncentruję się na tym co najistotniejsze.
Ale ZAWSZE, podkreślam ZAWSZE muszę mieć we wszystkim co robię
czas tylko dla siebie. Minimum 1 godzina !
Choćby podzielona na porcję.
 
Staram się też nie żyć wyrzutami sumienia, że kogoś lub coś zaniedbuję.
Trzeba być zdrowym altruistą.
I zdrowym egoistą.
 
...
 
Narzekamy. Za dużo obowiązków. Za mało pieniędzy.
Szklanka zawsze do połowy pusta.
Niezrozumiana kobieta, obciążona, smutna...
 
Ale zamiast zupy i drugiego dania, można zjeść samą zupę.
Można wychowywać dzieci tak, by były coraz bardziej samodzielne.
Można podzielić obowiązki.
Zakupy zrobić z LISTĄ, bo to ekonomiczne.
Albo zarządzić tydzień wyjadania lodówki i zapasów z kuchni...
poruszając kulinarną kreatywność.
Można wyłączyć telefon na cały dzień. I telewizor.
I można nałożyć maseczkę na twarz (4 zł w drogerii)
i przez 20 minut z maseczką - pograć z dzieciakiem w memory.
Zarządzić eksmisję z szaf i półek tego co niepotrzebne.
A z pokoi dzieci - nadmiaru zabawek.
 
Człowiek niewiele potrzebuje.
 
Wszystko można. Ale trzeba zmienić myślenie.
Co dzień cedzić sprawy ważne od mniej istotnych.
I koniecznie znaleźć 1 godzinę tylko dla siebie.
 
Kochane Kobiety, z okazji Dnia Kobiet
jaki dwa dni temu obchodziłyśmy
tego Wam życzę :)
 
iszart
 
 
 
 
1
 
 



3 marca 2016

O sztuce dobrych zdjęć i prezentowania rękodzieła

 
W zasadzie to powinnam wkleić tylko link na ten blog
byście sobie sami poszli po inspirację,
a nie prezentować tutaj piękne zdjęcia kogoś
kto włożył w te kadry swój czas, serce, pomysł...
 
Nie - ta Pani nie odpowie na moje zapytanie
"czy mogę" ?
Jest zbyt zajęta i nie zajmuje się takimi głupotami.
Zresztą nie stanowię dla niej konkurencji.
A nawet taka kropla jak mój blog
drąży dziurę w skale...
Zatem jest to pewna reklama...
 
 
 
 
Jest to blog, który ABSOLUTNIE
przejrzałam od deski do deski
(to chyba jedyny taki)
Od A do Z ubrany w bardzo piękną fotografię,
która mnie bezwzględnie interesuje.
Właśnie taka fotografia.
Na pograniczu sztuki.
 
Przeróżnego rodzaju kadry i stylizacje.
Życie codzienne i fascynacje.
 
Nic nie jest równe i od linijki.
A ja najbardziej nie znoszę pozowanych portretów.
I nie lubię tej fotografii dziecięcej gdzie śpiące niemowlę
wypada ukradkiem z kosza wiklinowego
i ma czapeczkę w groszki...
Takie nieruchome, do bólu wyraźne zdjęcie.
Jak cukierek.
 
Jeśli miałabym do wyboru czy na mojej ścianie
powiesić wypozowane niemowlę
czy rozdarciucha w trakcie kąpieli...
wybieram to drugie w fazie nieostrej...
 
Oczywiście proszę nie nadinterpretowywać mych słów!
Pozowanie jest super.
Ale musi mieć "to coś".
I ja albo to czuję na zdjęciu,
albo tego nie ma.
 
 

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...